
Baruch Prokadr Dojlidy WSFiZ Białystok zmierzy się dziś na wyjeździe z GLKS Nadarzyn. Obie ekipy walczą o utrzymanie się w ekstraklasie, ale w elicie zostanie tylko zwycięzca tej potyczki.
Czeka nas mecz o wszystko i muszę przyznać, że odczuwamy już lekkie napięcie z tym związane - mówi Piotr Napiórkowski, trener Barucha.
Szkoleniowiec miał w ostatnim tygodniu do dyspozycji Liu Wei i Marcina Czerniawskiego, którzy trenowali w Białymstoku. Brakowało jedynie Filipa
Młynarskiego, który na mecz dojedzie z Warszawy.
- Cieszy dobra forma Chińczyka, który pod koniec sezonu zaczął prezentować się na miarę oczekiwań. "Czarny” z kolei cały czas utrzymuje równą dyspozycję, a jeśli "Młynek” do nich dorówna, będę spokojniejszy o wynik - tłumaczy Napiórkowski.
Rywale z Nadarzyna mają podobny potencjał do Podlasian. Liderem zespołu jest Zbigniew Grześlak, który w pierwszej rundzie jako jedyny zdobył punkt w Białymstoku (pokonując Wei) w przegranym przez GLKS meczu 1:3. Niezłe umiejętności posiada także Szymon Malicki, a najsłabszym punktem jest Chińczyk Yu Long.
- Nie możemy dać się ponieść emocjom. Nawet jeśli coś nie będzie układało się po naszej myśli, trzeba konsekwentnie grać swoje - dodaje Napiórkowski.
Atutem rywali może być własna sala i trybuny wypełnione kibicami. Nadarzyn jest małą miejscowością, w której tenis stołowy jest jedną z niewielu rozrywek.
- Na pewno będzie to miało jakieś znaczenie, ale hala przypomina trochę naszą, więc może nie do końca będzie tak obco - podsumowuje Mariusz Baruch, prezes białostockiego klubu.
Tomasz Dworzańczyk, Kurier Poranny