
Tenisiści białostockiego zespołu Baruch Prokadr Dojlidy WSFiZ Białystok przegrali wyjazdowe spotkanie z GLKS Nadarzyn 2:3 i spadli z ekstraklasy tenisa stołowego. Dzisiejsze spotkanie było ostatnim w ligowym sezonie i decydującym o być albo nie być Dojlid w najwyższej klasie rozgrywkowej.
W pierwszym pojedynku "białostocki Chińczyk" wygrał z "jedynką" Nadarzyna Malickim 3:0. Stan meczu wyrównał Grześlak, który ograł w tym samym stosunku Czerniawskiego. W trzeciej grze Filip Młynarski, o którego formę wszyscy się baliśmy wypełnił zadanie i wygrał z Chińczykiem Yu Longiem 3:2. W czwartej grze lider Nadarzyna Malicki wygrał z Czerniawskim i o wygranej w całym meczu decydować miał ostatni, piąty pojedynek. Rozegrali go Zbigniew Grześlak i Liu Wei.<br>Wei zawiódł. Nie wytrzymał psychicznie ciężaru pojedynku i przegrał z Grześlakiem 0:3. Tym samym Nadarzyn wygrał całe spotkanie i utrzymał się kosztem Białegostoku w tenisowej ekstraklasie.
- Nie chcę dogłębnie komentować tego spotkania na gorąco. Myślę, że wygrała drużyna lepsza w przekroju całego sezonu - mówi nam Piotr Napiórkowski, trener Dojlid. - Poprosiłem już o spotkanie prezesów klubu. Musimy porozmawiać o pewnych sprawach, o przyszłości - powiedział krótko.
Spadek Dojlid nie jest chyba aż tak wielkim zaskoczeniem. Zespół bardzo słabo spisywał się w całym sezonie. Aż nie chce się wierzyć, że w swoim debiucie w ekstraklasie tenisiści Dojlid sięgnęli po brązowy medal. Fatalna polityka transferowa klubu spowodowała jednak spadek w wynikach po równi pochyłej. Odejście braci Chmiel (w tym roku również medalistów z Rzeszowem) i przyjście Młynarskiego i Liu Weia, który miał być liderem zespołu pogrążyły tak naprawdę dojlidzki klub. Wei okazał się totalnym niewypałem, a Młynarski grał nadzwyczajnie słabo. Tylko Marcin Czerniawski, który na początku sezonu przesunięty został do zespołu rezerw, pod jego koniec złapał trochę formy. Niestety w spotkaniu z Nadarzynem również zawiódł nie zdobywając nawet seta.
Szkoda. Naprawdę szkoda utraty ekstraklasy w tenisie stołowym w Białymstoku. Białystok był jedynym wielkim miastem na mapie tenisowej ligi - pozostałe zespoły grały w maluczkich miasteczkach. No cóż, być może taka już specyfika tej dyscypliny?
Paweł Surynowicz, sportowepodlasie.pl